Search
Please make sure you are using a supported browser. To find out more click here.

Michał Mazurek ACMA, CGMA

FP&A Manager (Kierownik ds. Planowania i Analiz). Zarządza zespołem Controllingu w Freightliner PL, spółce z sektora logistyki kolejowej, która jest częścią globalnego koncernu Genesee & Wyoming, którego większościowym udziałowcem jest wiodący fundusz inwestycyjny Brookfield.

Czy uważa Pan, że zdobywanie dodatkowych kwalifikacji oraz certyfikatów jest istotne w Pana zawodzie?  

Uważam, że zdobywanie kwalifikacji oraz certyfikatów w większości zawodów jest bardzo istotne. Kto się nie rozwija ten się cofa. Świat pędzi w bardzo szybkim tempie. Progres jest zauważalny każdego dnia. Bez rozwoju, bez zdobywania nowych kwalifikacji bardzo łatwo można wypaść z tego pędzącego pociągu. Nowe kwalifikacje pozwalają nam się znacznie lepiej odnaleźć w bieżącej rzeczywistości, dodają nam pewności w działaniu i motywują do wysiłku. Dużym walorem CIMA jest to, że materiały są na bieżąco aktualizowane, a tematyka pokrywa najważniejsze problemy, z jakimi mierzą się osoby zajmujące się rachunkowością zarządczą.  

Będąc członkiem CIMA otrzymujemy regularnie artykuły, analizy i wiele ciekawych informacji na temat bieżących problemów, zagadnień czy dyskusji bardziej lub mniej związanych z rachunkowością zarządczą. To stanowi dużą wartość dodaną kwalifikacji. Pozwala dalej się kształcić i być na bieżąco z kluczowymi zmianami po ukończeniu studiów.  

Co skłoniło Pana do rozpoczęcia kwalifikacji CIMA?

W pewnym momencie kariery (po około czterech latach) stwierdziłem, że brakuje mi umiejętności wykorzystania wiedzy finansowej w szerszym kontekście biznesowym. Uznałem wtedy, że dzięki kwalifikacji CIMA zdobędę więcej pewności i komfortu w pracy jak również poszerzę swoje horyzonty i uzyskam możliwość rozwoju kariery.  

Poza tym zawsze uważałem edukację za bardzo ważny element mojego życia. W pewnym momencie poczułem, że ten rozwój lekko wyhamowuje i potrzebowałem impulsu do dalszego działania. CIMA okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie tylko uzyskałem pogłębienie i usystematyzowanie wiedzy finansowej, ale również zrozumiałem wiele praktycznych aspektów biznesowych.  

Nie ukrywam również, że ważne w podjęciu tej decyzji było moje środowisko zawodowe i osobiste. To jest bardzo istotny aspekt, żeby mieć wokół siebie osoby, które rozumieją potrzebę rozwoju i wspierają nas w podróży CIMA.  

Jak godził Pan naukę z obowiązkami zawodowymi?

To jedna z wielu praktycznych lekcji jakie dostałem podczas zdobywania kwalifikacji CIMA. Szczególnie na początku można odnieść wrażenie, że łączenie obowiązków zawodowych ze studiami CIMA jest niewykonalne. W moim przypadku bardzo pomogły skrupulatnie przygotowane harmonogramy przed każdym egzaminem. Nauka nierzadko zajmuje wiele tygodni. Założenie, że każdego dnia przez kolejne 2-3 miesiące będziemy się uczyć po 2 godziny wygląda pięknie. Z praktyką ma jednak niewiele wspólnego.  

Układając harmonogram zawsze starałem się uwzględnić cykliczność w pracy jak również wszystkie inne wydarzenia z życia zawodowego i prywatnego. Nie da się przewidzieć wszystkiego, dlatego w swoim planie zakładałem bufory bezpieczeństwa, które w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń pozwalały na dość elastyczne korygowanie pierwotnych założeń. CIMA to jest maraton. Każdy, kto mierzył się z maratonem, wie doskonale, że konsekwencja to klucz do sukcesu. Jeżeli za bardzo przyspieszymy na początku to potem zabraknie nam siły, chęci, motywacji na samą końcówkę. Podobnie, jeżeli odpuścimy początkową fazę, nie da się później tego nadrobić i tylko zrodzi to w nas niepotrzebną frustrację.  

Przed rozpoczęciem zmagań warto porozmawiać z pracodawcą, przedstawiając swoje plany rozwojowe. W zdecydowanej większości przypadków firmy bardzo dobrze patrzą na ambitnych, rozwijających się pracowników. Podczas takiej rozmowy można ustalić pewne zasady, których obie strony będą się trzymać podczas zdobywania przez pracownika kwalifikacji.  

Jakimi słowami opisałby Pan kwalifikację CIMA?

Gdybym miał opisać kwalifikację CIMA w trzech słowach, byłyby to: wymagająca, motywująca i sprawiedliwa. Taki wybór epitetów nie jest przypadkowy. Zdobycie kwalifikacji jest zwyczajnie trudnym zadaniem. Nie osiągniemy tego na skróty czy bez odpowiedniego zaangażowania. Zaczynając naszą przygodę musimy się nastawić na kilka lat wytężonej pracy. Oczywistą zaletą dla niektórych będzie możliwość robienia przerw między egzaminami, co pomaga zachować równowagę między nauką, pracą, a życiem osobistym.  

Po drugie kwalifikacja była dla mnie motywatorem do dalszej pracy i rozwoju. Każdy kolejny zdany egzamin czy zaliczony poziom przybliżał do celu a zarazem motywował do dalszej pracy. Podczas studiów otrzymuje się szereg praktycznych porad. Mamy do dyspozycji kilka form kontaktu z innymi studentami czy możliwość podejścia do egzaminów próbnych w celu weryfikacji zaawansowania naszego przygotowania.  

Po trzecie, i może najważniejsze, egzaminy CIMA są sprawiedliwe. Oczywiście to nie oznacza, że nawet bardzo dobrze przygotowana osoba zda zawsze. Jednak w dłuższej perspektywie i na większej próbie zdecydowanie można powiedzieć, że zdają studenci przygotowani. Egzamin na każdym poziomie jest doskonałym weryfikatorem zdobytej przez nas wiedzy. Z każdym poziomem kryteria i wymagania rosną. Jeżeli jednak sumiennie pracowaliśmy na poprzednich etapach, to ten wzrost wymagań jest bardziej motywujący niż paraliżujący. Od lat CIMA dba o utrzymywanie bardzo wysokich standardów i wymagań. To zapewnia pewnego rodzaju elitarność kwalifikacji i czyni z absolwentów bardzo atrakcyjnych kandydatów na rynku pracy.  

Komu mógłby Pan polecić kwalifikację CIMA?

W pierwszej kolejności kwalifikację CIMA poleciłbym osobom pracującym jako analitycy, controllerzy, konsultanci finansowi itp., które chcą poszerzyć swoje horyzonty i zrozumieć, jakie są relacje pomiędzy finansami, a innymi działami, jak najlepiej wspierać biznes i jak formułować wnioski płynące z danych finansowych, których adresatami są osoby bez wiedzy rachunkowej.  

Zdobycie kwalifikacji CIMA jest wyzwaniem. Z wielu cech, które przychodzą mi do głowy, najważniejsze są zdecydowanie ambicja i wytrwałość. CIMA to nie jest sprint, to prawdziwy maraton. Niektóre zagadnienia przyjdą stosunkowo łatwo, nad innymi trzeba jednak spędzić wiele godzin. Jeżeli ktoś chce spróbować myśląc „może się uda”, to zdecydowanie odradzam. Egzaminy CIMA weryfikują takie podejście bardzo szybko. Tu raczej nie ma przypadku. Zasada jest prosta: albo systematyczność i profesjonalizm, albo powtarzanie egzaminów. Będzie ciężko i długo, ale na wytrwałych czeka nagroda. Nie powiedziałbym, że to jest kwalifikacja wyłącznie dla osób po studiach finansowych, czy z takim doświadczeniem. CIMA daje bowiem możliwość rozpoczęcia od ścieżki BA, która stanowi przygotowanie do części profesjonalnej dla osób bez wiedzy finansowej.  

Czy może Pan udzielić porady przyszłym studentom rachunkowości zarządczej?

Skupiając się na kwestiach praktycznych to przede wszystkim nie należy uczyć się na pamięć sposobów rozwiązań, tylko starać się zrozumieć to, co jest w sylabusach. Egzaminy CIMA sprawdzają zrozumienie i działanie pod presją czasu. W nauce nie należy szukać skrótów - to ryzykowna strategia, która może kosztować kilka cennych punktów. Lepiej odłożyć egzamin i przerobić wszystko, niż iść nieprzygotowanym.  

Wiele osób obawia się, że CIMA to wyłącznie matematyka z rachunkowością. Na pewno swobodne poruszanie się w obszarze rachunkowości finansowej sporo ułatwia, ale sylabus jest skonstruowany w taki sposób, że zaczynamy od najprostszych zagadnień po czym skala trudności wzrasta. Jeżeli chodzi o aspekty matematyczne to tutaj również nie ma się czego obawiać. O ile filary „financial” i „performance” obfitują w zagadnienia matematyczne (zaawansowana matematyka nie jest potrzebna), o tyle część „enterprise” skupia się na znacznie miększej tematyce.  

Osobom, które zastanawiają się, czy mają wystarczającą wiedzę lub doświadczenie, żeby rozpocząć studia CIMA powiem, że kluczem do sukcesu nie jest bagaż doświadczeń czy wiedza wejściowa a wytrwałość, sumienność i pracowitość podczas samych studiów. 

Jaką ma Pan receptę na radzenie sobie z nadmiarem informacji, z którym mierzą się dzisiaj managerowie?

Odpowiadając na to pytanie warto przypomnieć, że nasz mózg jest bardzo rozbudowanym narządem, który dokonuje pierwszej filtracji informacji, która do nas dociera. Im więcej wskazówek mu wyślemy tym bardziej efektowne będą nasze mechanizmy filtracji. Także pierwszym sposobem jaki polecam jest jasne określanie priorytetów, dążeń, planów, wartości, reguł którymi się w życiu kierujemy itd. Ponieważ to często fajnie brzmi w teorii a z praktyką bywa różnie więc mam jeszcze kilka mniej filozoficznych sposobów.  

Po pierwsze staram się korzystać ze sprawdzonych źródeł. Mam pewną hierarchię której się trzymam. Po drugie coraz częściej czytając cykliczne dokumenty skupiam się na tytułach i pierwszych akapitach. To jest oczywiście ryzykowne podejście dlatego wykorzystuję to przede wszystkim przy informacjach powtarzalnych. Po trzecie poświęcam dużo czasu wysyłając informację do drugiej osoby. W jaki sposób pomaga mi to radzić sobie z nadmiarem informacji? Dbając o przejrzystość moich komunikatów zmniejszam ryzyko, że wróci do mnie pytanie „o co mi chodziło?”. Czyli nie tylko staram się dbać o filtrację informacji ale również poświęcam sporo czasu i pracy, żeby nie generować dodatkowych kilobajtów zbędnych konwersacji. Kieruję się zasadą, że dbając o czas mojego odbiorcy dbam o mój własny czas.  

Na jakie największe wyzwania w perspektywie najbliższych pięciu lat trzeba być przygotowanym w Pana zawodzie?

W telegraficznym skrócie, do fundamentów pracy w controllingu należą: analizowanie, prognozowanie i raportowanie. Z każdym rokiem mamy dostęp do coraz większej liczby danych. Z jednej strony daje to nowe możliwości, np. dokładniejszych analiz czy prognoz, z drugiej jednak rodzi bardzo niebezpieczne pokusy wchodzenia zbyt głęboko w analizy, które nie kreują wartości dodanej dla firmy. Budowanie świadomości kreowania wartości dodanej dla firmy wśród analityków, controllerów, ale też w jednostkach biznesowych jest według mnie dużym wyzwaniem dla mojej profesji. Tabelki czy wykresy, nawet najpiękniej sformatowane, muszą nieść za sobą proste wnioski a te powinny prowadzić do racjonalnych decyzji osób za to odpowiedzialnych.  

Niektórzy twierdzą, że największym ryzykiem szeroko rozumianych finansów jest outsourcing. Jest to oczywiście wyzwanie dla wielu profesji. Controlling wymaga jednak bardzo dużej wiedzy o branży, rynku, klientach, rozumienia sytuacji mikro i makroekonomicznej. Wszystkie te elementy są zmienne i nie podlegają schematom. Dobry controller jest w stanie zebrać, zrozumieć i połączyć fakty ze wszystkich części biznesu. Stanowi łącznik między biznesem, a osobami zarządzającymi. W związku z tym uważam, że działy Controllingu czy FP&A (Financial Planning and Analysis) są „outsourcingo-odporne”.