Search
Please make sure you are using a supported browser. To find out more click here.

Michał Bartłomiejczyk ACMA, CGMA

Capital Markets Strategy Consultant

Uzyskał stopień doktora nauk ekonomicznych (w dziedzinie naukowej – zarządzanie) w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, za badania nad wynagrodzeniem kadry zarządczej i wynikami przedsiębiorstw. Jego zainteresowania naukowe i publikacje dotyczą efektywności przedsiębiorstw. Posiada także trzy tytuły magistra z finansów i rachunkowości, zarządzania i international business oraz licencjat z finansów i rachunkowości (wszystkie w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie), a także wiele kwalifikacji zawodowych w dziedzinie finansów (CFA, CIMA), zarządzania projektami (PMP, Prince2, CSM) oraz architektury systemów (TOGAF, COBIT). Uczestniczył w wielu programach z zakresu zarządzania, przywództwa, czy MBA oferowanych przez takie uczelnie jak Harvard University, London School of Economics czy Tsinghua University. Zawodowo zajmuje się doradztwem dla największych banków inwestycyjnych i instytucji finansowych w zakresie projektów dotyczących ich globalnych transformacji.

Co zmieniła w Pana podejściu do pracy kwalifikacja CIMA?

CIMA pomogła mi uporządkować wiedzę z zakresu rachunkowości, z którą miałem styczność już od początku studiów z zakresu finansów i rachunkowości w Szkole Głównej Handlowej. W pracy zawodowej robiłem wiele projektów w tej dziedzinie. Były to transformacje działów finansowych, usprawnienia, optymalizacje, czy wdrożenia systemów. Za każdym razem musiałem pogłębić wiedzę i stać się ekspertem w konkretnej dziedzinie rachunkowości, jak np. currency accounting, czy fund accounting.

CIMA pozwoliła mi spiąć tę wiedzę w całość. Umożliwiła mi dostrzeżenie wielu zależności pomiędzy poszczególnymi elementami rachunkowości. Dała także bardziej holistyczne spojrzenie na rachunkowość dzięki zintegrowaniu jej ze strategią i innymi obszarami w przedsiębiorstwie.

Czy może Pan udzielić porady przyszłym studentom rachunkowości zarządczej?

Zmaksymalizuj efektywność. Ja sam otrzymałem certyfikat ACMA, CGMA po pół roku od rejestracji w CIMA. Im szybciej przystąpisz do case study po zdaniu objective tests, tym więcej z nich będziesz pamiętał i nie będziesz się musiał uczyć tego samego materiału od nowa. Im szybciej podejdziesz do kolejnych egzaminów tym mniejsza szansa, że stracisz motywację i zrezygnujesz z certyfikatu. Rozkładanie tego na kilka lat wiąże się z ryzykiem, że możemy zmienić pracę, pojawią się nowe projekty i nagle okaże się, że nie mamy już tyle czasu na naukę, ile mieliśmy zaczynając kwalifikację.

Zatem nie odkładaj tego na później. Robiąc to szybciej, wcześniej będziesz mógł cieszyć się z benefitów posiadania kwalifikacji, co może szybciej procentować w Twojej karierze zawodowej. A to daje dodatkową motywację. Szybciej wtedy też uwolnisz czas, który możesz poświęcić na kolejne projekty zawodowe lub edukacyjne.

Warren Buffett powiedział kiedyś, że wiedza jest jak procent składany. Im więcej i szybciej jej zakumulujesz na początku tym łatwiej i szybciej będziesz zdobywał kolejną.

Czy uważa Pan, że zdobywanie dodatkowych kwalifikacji oraz certyfikatów jest istotne w Pana zawodzie?

Pracuję jako konsultant w branży bankowości inwestycyjnej. Średnio co pół roku, zaczynając nowy projekt, muszę zaprezentować się z jak najlepszej strony, żeby klient zaufał moim umiejętnościom. Niezależnie czy jest to sprzedaż nowego projektu, czy rozmowa kwalifikacyjna w kontekście dołączenia do projektu już istniejącego, zazwyczaj musimy przedstawić nasze najlepsze strony w bardzo zwięzłej formie. Często zaczyna się to od jednego slajdu, na którym musimy zmieścić wszystko co może stanowić wartość dla klienta.

Certyfikaty takie jak CIMA potrafią w krótkim czteroliterowym akronimie wyrazić holistyczną wiedzę z zakresu rachunkowości zarządczej, raportowania, strategii, zarządzania, ryzyka czy operacji. Są one bardzo efektywną formą przekazu, że coś potrafimy. I zostało to zweryfikowane poprzez serię egzaminów przeprowadzonych przez renomowaną instytucję. Kandydat z takim certyfikatem jest bezpiecznym wyborem. Wiadomo czego można od niego oczekiwać. Nie trzeba już tej wiedzy weryfikować, jak w przypadku kogoś kto wpisał coś mniej konkretnego w CV, jak np. zaawansowana rachunkowość finansowa. Dzięki temu czas na rozmowie można przeznaczyć na dyskusję na temat rozwiązań dla konkretnych problemów związanych z potencjalnym projektem.

Na jakie największe wyzwania w perspektywie najbliższych pięciu lat trzeba być przygotowanym w Pana zawodzie?

Jedyną rzeczą stałą w życiu jest zmiana. To mówił grecki filozof Heraklit już 2,5 tysiąca lat temu. I z perspektywy czasu trzeba przyznać, że się nie mylił. Uważam, że umiejętność zarządzania zmianą pozwoli nam nie tylko uniknąć zaskoczenia, ale wręcz czerpać z niej korzyści, lub być jej katalizatorem.

Perspektywa pięciu lat, która z pozoru wydaje się niezbyt odległą, zwłaszcza w ugruntowanej branży rynków kapitałowych, może nieść ze sobą wiele zmian. 5 lat obejmuje cały średni cykl koniunkturalny, więc jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zobaczymy w tym okresie zarówno hossę, jak i kryzys. Jedne banki mogą upaść, inne się połączyć. Musimy liczyć się także z ryzykiem wystąpienia wydarzeń, na które nie byliśmy przygotowani, jak chociażby obecna pandemia.

Warto zobaczyć co zmieniło się w ciągu ostatnich pięciu lat. Silnie rozwija się fintech. Powstaje coraz więcej nowych platform, które szybko zdobywają rynek. Szybko rozwijają się alternatywne dla tradycyjnej bankowości rozwiązania, jak np. kryptowaluty, czy inne rozwiązania oparte na technologii blockchain, pomijające instytucje o dotychczas ugruntowanej pozycji. Powstają także nowe regulacje. Powinno to wymusić na dużych graczach zmianę i inwestycje w nowe technologie.

Automatyzacja pracy to według Pana szansa czy zagrożenie?

Zdecydowanie szansa. Dzięki temu będziemy się mogli skupić na rzeczach ważniejszych. Jak przy każdej poprzedniej automatyzacji wiele zawodów może okazać się zbędna. Ale patrząc z perspektywy czasu, czy ktoś uważa, że szkoda, że nie ma już popytu na operatorów wind, czy mnichów ręcznie przepisujących książki przez całe życie?

Cały progres, jaki wykonała ludzkość opiera się na optymalizacji rozwiązań. Dzięki automatyzacji jednych czynności, zyskujemy czas, który możemy poświęcić na rozwój kolejnych. Gdybyśmy robili wszystko manualnie, nigdy nie doszlibyśmy do takiego etapu rozwoju, na jakim jesteśmy.

Wiele osób boi się automatyzacji, co wynika z naturalnej obawy przed zmianą. Zastanawiają się, czy po zautomatyzowaniu ich pracy będą nadal mieli robić, czy będą potrzebni. Nowa praca na pewno się pojawi i będzie dużo ciekawsza. Trzeba tylko nie przestawać się rozwijać.

Jaką ma Pan receptę na radzenie sobie z nadmiarem informacji, z którym mierzą się dzisiaj managerowie?

Wolę zdecydowanie problem nadmiaru informacji, niż jej niedostatku. W przypadku nadmiaru, kluczem jest jej uporządkowanie i selekcja. Ekspert potrafi w swojej dziedzinie odróżnić informacje ważne od pozostałego szumu informacyjnego. Wie, których informacji szukać. Potrafi szybko dotrzeć do tych właściwych. Można zatem albo korzystać z doświadczenia ekspertów, albo samemu takim się stać.

Dlatego uważam, że poszerzanie wiedzy nie tylko w swojej dziedzinie, ale w dziedzinach pokrewnych ułatwia rozróżnianie informacji ważnych od mniej ważnych. Im więcej informacji, i im bardziej różnorodne informacje przetwarzamy, tym bardziej doskonalimy tę umiejętność. Zarządzanie większą ilością danych w obecnych czasach nie jest możliwa bez odpowiedniej infrastruktury technologicznej. Natomiast technologia pomoże nam jedynie w skalowaniu tego procesu. Nadal kluczem jest tu zrozumienie jakiej informacji potrzebujemy i jak ją zinterpretować.