Search
31 March 2020: Coronavirus Update. The situation is fast moving and we are continuing to monitor the global situation and its impact on our members, staff, exam candidates, students and the profession. More information for Members and Students in My CIMA.

Adam Jabłoński ACMA, CGMA

Członek CIMA od lipca 2017 roku

Moja droga do CGMA

Edukację zaczynałem jeszcze w poprzednim stuleciu. Tak jak wiele młodych osób, nie wiedziałem, co naprawdę mnie interesuje, gdzie chciałbym się realizować. Tata był ekonomistą, mama – księgową, ale w tym czasie etos pracy inżyniera wydawał się bardziej interesujący. Stąd też wybór Politechniki Warszawskiej i dość wymagającego wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych. Który z chłopców nie chciałby zostać konstruktorem samochodów? Rzeczywistość okazała się jednak dość brutalna i uzyskanie dyplomu nie gwarantowało możliwości spełnienia marzeń.

Wtedy narodził się drugi pomysł na życie – handel zagraniczny w Szkole Głównej Handlowej – kultowy wydział, który oferował w czasach PRL-u perspektywę kontaktu z zachodnim biznesem i wyjazdy - niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Tam nauczyłem się biegle władać językiem angielskim, który potem okazał się kluczowy dla mojej dalszej kariery zawodowej, ale także umożliwił uzyskanie tytułu CGMA.

Ale w 1990 r. nastąpiła wielka zmiana i wszyscy obudziliśmy się w nowej rzeczywistości – wolni, ale w perspektywie kariery zawodowej skazani wyłącznie na siebie. To było bardzo bolesne – nikt nie przygotował naszego pokolenia na to, że rynek potrafi być tak bezwzględny. Był to czas, gdy osoby z inwencją (niekoniecznie z adekwatnym wykształceniem), które rozstawiały na chodnikach łóżka polowe z towarem sprowadzonym z Niemiec, osiągały nieporównywalnie lepsze efekty niż wyrobnicy z państwowych firm.

Ale szczęście uśmiechnęło się również do mnie. I tu warto podkreślić – wykształcenie jednak procentuje. Trafiłem do polonijno-zagranicznej firmy Comindex (kto ją jeszcze pamięta?), gdzie zacząłem moja przygodę z rachunkowością zarządczą, sporządzając biznesplany według modelu UNIDO w samodzielnie zaprojektowanych arkuszach Excel pod Windows 3.11.

Wtedy pojawiła się propozycja objęcia stanowiska CFO we wchodzącej właśnie na polski rynek zachodniej firmie kosmetycznej Wella Cosmetics – ale przestraszyłem się zakresu obowiązków, odpowiedzialności i nie skorzystałem z oferty. Czy słusznie? Gdybym wtedy miał wsparcie profesjonalnej wiedzy CIMA, zapewne byłoby łatwiej.

Następnym krokiem w profesjonalnym rozwoju była praca jako biznes kontroler w dużej korporacji FMCG – Reckitt Benckiser. Tam poznałem podwaliny współczesnej rachunkowości zarządczej i mogłem wprowadzać je w życie.

Kolega z firmy uzyskał kwalifikację ACCA. Robiło to wrażenie – ale dla mnie profil certyfikatu był zbyt ukierunkowany na obszar rachunkowości finansowej. Odczuwałem wciąż potrzebę dalszego rozwoju, więc zdecydowałem się na MBA.

Na efekty MBA nie trzeba było długo czekać – otrzymałem propozycję pracy jako CFO w międzynarodowej grupie produkującej wyposażenie łazienek Sanitec Koło.

Kiedy obejmowałem stanowisko o tak szerokim zakresie odpowiedzialności, zauważyłem luki w profesjonalnym wykształceniu. Zacząłem się zastanawiać, jak poradzić sobie z tym problemem, i wtedy po raz pierwszy poznałem organizację CIMA. Muszę przyznać, że zakres tematów od razu bardzo przypadł mi do gustu.

Niestety spocząłem na laurach, bo wyszedłem z założenia, że to podwładni powinni się kształcić. Dodatkowo – a tak przynajmniej sobie wtedy tłumaczyłem – bieżące sprawy pochłaniały całą energię i brak było czasu na doskonalenie.

Po kilku latach poczułem się na tyle kompetentny, że zdecydowałem się na rozpoczęcie własnej działalności w obszarze consultingu. Ale w trakcie realizacji kolejnych zleceń pojawiło się przekonanie, że do pełnego profesjonalizmu nadal czegoś mi brakuje. I w tym momencie pojawiła się myśl – wróć do CIMA!

Skorzystałem ze ścieżki Gateway – oceniam to rozwiązanie jako idealne dla ludzi posiadających już pewną wiedzę i duże doświadczenie zawodowe. Muszę przyznać, że po zapisaniu się na egzamin Gateway i zgromadzeniu wszystkich materiałów ogarnęło mnie lekkie zwątpienie – książki do E2, F2 i P2 wraz z materiałami pomocniczymi ułożone jedna na drugiej miały razem prawie pół metra wysokości! Kiedy ja to wszystko opanuję? – kołatało mi się w głowie, a rodzina i znajomi patrzyli z politowaniem – „No chyba zgłupiał na starość”.

A jednak się udało, chociaż muszę przyznać, że pierwsze podejście do Gateway oblałem. Zabrakło mi tylko – a może aż – 5 punktów! Jednak proces nauki w CIMA dodał mi pewności siebie i – co bardzo ważne w codziennej pracy – zwiększył poczucie własnej wartości.

Egzaminy zmuszają do przypomnienia i aktualizacji wiedzy. Praktyczne aspekty egzaminu case study, a nawet praktyczne pytania z testów obiektywnych zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zmusiły do kreatywnego myślenia.

Element praktyczności zadań podobał mi się zresztą najbardziej – aktywizuje abstrakcyjne myślenie, analizę faktów z różnych perspektyw (na przykład z punktu widzenia interesariuszy) i odwołanie do wiedzy teoretycznej. I nie jest tak, jak w prostym zadaniu matematycznym, że występuje tylko jedno poprawne rozwiązanie.

Do każdego z dwóch case studies siadałem jak do pasjonującej lektury thrillera osadzonego w realiach ekonomicznych. Analizowałem scenariusze i możliwy przebieg zdarzeń oraz układałem plany działania jeszcze na długo przed terminem egzaminu. Czytałem o branży, otoczeniu biznesowym, konkurencji. Te analizy oceniam jako bardzo przydane ze względu na poszerzanie wiedzy praktycznej, ale również ze względu na odkrywanie coraz to nowych sposobów na szybkie i skuteczne docieranie do istotnych informacji.

Moja opowieść nie byłaby kompletna, gdybym nie wspomniał o presji czasu. Popularne dzisiaj stwierdzenie „mamy dzisiaj zbyt wiele możliwości, a zbyt mało czasu” jest tutaj bardzo adekwatne. Trzeba z związku z tym nauczyć się efektywnego zarządzania czasem. I nie jest to frazes. Podczas egzaminów CIMA weryfikacja efektywności przychodzi natychmiast – czas na rozwiązanie zadnia mija. Złapałem się nawet na tym, że w drodze na egzaminy CIMA przestawiałem się na myślenie w języku angielskim, co dla „nie-nativów” nie musi być takie oczywiste.

Nie mniej ciekawym i bardzo przydatnym doświadczeniem było sporządzenie opisu osiągnięć zawodowych (PER – practical experience requirements) wymaganych w procesie kwalifikacji. Zajęło mi to kilka dni i zakończyło się materiałem na 26 stron, co może nie kwalifikuje się jako beletrystyka, ale na pewno jako porządny reportaż. I muszę przyznać, że po końcowym sczytaniu tekstu spojrzałem na siebie nieco innym wzrokiem. Nigdy wcześniej nie podsumowywałem swojej kariery w taki sposób – warto coś takiego zrobić. Zyskałem dzięki temu szerszą perspektywę, a dodatkowo na bazie wiedzy zdobytej w trakcie nauki w CIMA w naturalny sposób przychodziły mi do głowy refleksje: co mogłem zrobić inaczej, lepiej?

Co dała mi CIMA:

  1. podniosła poczucie własnej wartości;
  2. pozwoliła odnaleźć się w dynamicznym (a często wręcz chaotycznym) otoczeniu biznesowym – a przez to poczuć się bezpieczniej;
  3. wskazała aktualne (i stale aktualizowane) źródła wiedzy i dała narzędzia do dalszego doskonalenia;
  4. pozwoliła poczuć się częścią globalnej społeczności profesjonalistów.

I dlatego, według mnie, warto przynależeć do CIMA!